sobota, 17 września 2016

Prolog

Czasem czuję się jal odludek. Jestem jak osoba wędrująca między wymiarami, która szuka swego miejsca na ziemi. Co robić by przystosować się do naszego teraźniejszego świata? To bardzo proste, a diwiesz się o wszystkim kiedy przeczytasz historię moją i mojego bliźniaka...

Otworzyłam moje oczy. Wstaję, aby spojrzeć na budzik. Tarcza zegarowa wskazuje na godzinę 9:00. Poderwałam się z mojego łóżka i pomaszerowałam w stronę okna, by sprawdzić czy prognoza pogody przepowoedziana na dzisiaj jest prawidłowa. Doszłam do szyby, przyłorzyłam do niej moją twarz. Ciepły i sobotni poranek. Czego chcieć więcej? Uśmiechnięta powędrowałam do szawy, by muc przebrać się z piżamy na strój na codzień. Czyli szare dżinsy, biała bluzka z krótkim rękawem i niebieska bluza. Poszłam do łazienki ogarnęłam się, z kieszeni moich spodni wyciągnęłam I-phone i jak co sobotę selfie o poranku.
- Nicol śniadanie! - zawołałanie z do0u moja mama, która najwyraźniej dowiedziała się, że wstałam
Zeszłam ze schodów, pomaszerowałam korytarzem o błękitnych ścianach i otworzyłam białe dzwi prowadzące do kuchni i jadalni. W połączonych pomieszczeniach zastałam całą moją rodzinę. Mama smarzyła naleśniki, tata siedział w fotelu i czytał w gazetę, a przy stole siedział nie kto inny niż mój "ukochany" brat bliźniak William.
- No proszę śpiąca królewna wstała! - złośliwi powiedział William
- Przympnij jadaczkę. - powowiedziałam ostro do chłopaka, ten tylko uśmiechnął się złośliwie i wrócił do jedzenia śniadania. Dałan już sibie spokuj z bratem i ruszyłam do mamy.
- Cześć mamo - powiedziałam głosem aniołka i wzięłam tależ z jedzeniem. Przechodząc przez salon przywitałam się z tatą, a on popatrzył na mnie znad gazety, uśmichnął się uprzejmie i pomachał do mnie. Usiadłam na przeciwko Williama, jednak zanim zajęłam się jedzeniem wyjełam telefone ze spodni i sprawdziłam moje wiadomości na Facebooku. Znad I-phone zauwarzyłam, że mój brat wychylał się chcąc sprawdzić co robię na tepefonie. Postanowiłam to zignorować, wyłączyłam komurkę odłorzyłam ją na kracianym obrósie i zaczęłam smarować mojego naleśnika dżemem truskawkowym.
- Odrobiliście już pracę domową? - zapytała się mama mnie i Williama. Chciałam jej odpowiedzieć, ale brat mnie uprzedził.
- Momo jest dopiero 9:30. W dodadku jest sobota. Mam już cały dzień rozplanowany...
- Słuchaj, młodzieńcze - włączył suę do rozmowy tata - twoje gry wideo i pianie na Twiterze, Facebooku, Snapcgatach i nnych komunikatorach to nie jest plan na dzień. Co myślisz, że cały dzisiejszy dzień pozwolę ci spędzić przy komputerze? Poza tym musisz posprzątać w pokoju. - William nie był zachwycony tą wypowiedziom taty. A ta jego mina jak patrzył na tate z pode łba była bezcenna. Uważam, że mu się dostanie. Przyznam się, że rodzice nawet nie wiedzą, że często używam Facebooka. Kiedy William skończył jeść wzioł z komody w salonie swój tablet i z rozbawioną miną uciekł do swojego pokoju.
- Idę robić lekcje. - skłamałam rodzicom, ponieważ tak naprawdę miałam zamiar popisać z koleżankami.

Kiedy przekroczyłam róg mojego pokoju zamknęłam dzwi. Oczywiście przez patrzenie w telefon nie zauwarzyłam, że William sidzi na moim krześle od biurka.
- Wynoch stąd! To mój pokuj! - nakrzyczałam na brata
- Słuchaj siostra prorzyczysz mi ładowarkę do tableta. Moja się zgubiła. - zapytał William bardzo rozbawiony sama nie wiem czym. Zaczęłam grzebać w szafce nocnej i wkońcu znalazłam czarnu kabelek. Rzuciłam go Williamowi.
- Masz i spadaj! - powiedziałam
- Spoko już mnie nie ma. - powiedział i już trzymał klamkę od dzwi kiedy powiedział - O jeszcze jedno. Ten plakat Justina Bibera jest wieśniacki. Lepiej go zdjemij zanim narobi ci wiochy.
- Wiesz dzwi są na przeciwko ciebie wię proszę wyjdz już pokaż, że jesteś inteligentniejszy niż wyglądasz. - powiedziałam do brata z szyderczym uśmiechem na twarzy. William tylko pokręcił głową nadal z uśmiechem na ustach jagby wogle go to nie interesowało.

I tak właśnie minęły trzy tygodnie i wraz z nimi nadszedł koniec drugiej klasy gimnazju. Cieszyłam się niezmiernie. Wraz z moimi przyjaciółkami Rose Sketter i Jean Doges wyszłyśmy ze szkoły śpiewając radosne pieśni. Nagle obok nas przebiegł mój brat ze swoimi kolegami Jamesem Lovibondem i Lucasem Quantierem (naszym kuzynem). Chłopaki biegali jak oszaleli. Widząc nas jednak zwolnili.
- Cześć Nicol. O witaj Rose...naprawdę pięknie dziś wyglądasz. - powiedział ten ktoś kto uważa się za mojego brata. Niestety przez rozmowę Williama i Rose byłyśmy zmuszone zabrać chłopaków ze sobą do sklepiku.

Wkońcu z bratem doszłam do domu. William szybko zdjął swój swetr rzucił go tam gdzie stał, przeskoczył przez kanapę i szybko popędził do fotela, sięgną po pilot i włączył telewizje.
- Ty durniu! Masz to natychmiast podnieść. - krzyknęłam do chłopaka, który i tak mnie nie słuchał.
- Eee. Nicol. Chodź tu na chwile...- powiedział nieco nie pewnym głosem
- Syłszałeś co powiedziałam? Podnieś ten swetr! - wybuchnęłam
- Nie! Ty chodz tutaj! Na stole są dwa listy jeden do ciebie, a drugi do mnie.

Westchnęłam, przewróciłam oczami weszłam do salonu. Tam zastałam mojego brat, który trzymał w prawej ręce dwa listy w czerwonej kopercie.



Cześć! To ja wróciłam z długiej przerwy. To prolog. Jeśli wam się spodobał to proszę o komentarz. Jeśli wam się spodoba rozdział 1 będzie za tydzień lub dwa. Pozdrawiam.