Uwaga trochę przyspieszymy się w czasie!!!
Nicol
Według planów ustanowionych wcześniej wraz z rodzicami mieliśmy udać się na zakupy do szkoły. Oczywiście wszystki na ostatni moment. Kiedy wstałam ubrałam się w biały swetrej, czarne spodnie, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Niestety nie miałam czasu na nawet najdrobniejsze poprawki, ponieważ Will i rodzice darli się w dołu. Szybko chwyciłam telefon i włorzyłam go do szarej torebki.
- Już? Wszyscy gotowi? To świetnie. - powiedziała mama gdy byłam już na dole.
Wszyscy poszliśmy za mamą do kuchni. Wyciągnęła ona z komody jakiś worek w którym były...
- Miętówki?! Na serio? Myślałem, że my czarodzieje taleportujemy się jakimś kominkiem. - powiedział Will
- Wyjołeś mi to z ust. - szepnęłam do brata
- A więc tak podejdzcie tu i weźcie sobie po jednym cukierku. - rzekła mama zrobiłam to co mi kazała - A teraz je zjedzcie i myślcie o ulicy Kracianej.
Włorzyłam cukierek do ust i myślałam o tej całej ulicy. Na początku poczyłam, że mnie całą wypełnia słodki smak, a po chwili czułam, że zaczęłam się unosić. I rzeczywiście ja Will i rodzice unosiliśmy się jakieś pół metra nad ziemią. Po chwili całe pomieszczenie wypełniło białe, oślepiające świtło. Było ono tak oślepiające, że musiałam zamknąć oczy. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, że nie stoję już w kuchni, ale stoję na bardzo zatłoczonej ulicy.
- Dzieci. Witajcie na ulicy Kracianej tu znajdziecie całe wyposarzenie.
- To gdzie najpierw? Może po taki patyk, ten...no jak on się nazywał? A już wiem Wibratorek. - zarzartował Will
- Jak już po różdżkę. I najpierw pujdziemy po książki, potem zeszyty, pióra, atranenty, szaty do szkoły i na końcu po różdżkę. Z tego co pamiętam to mamy jeszcze w piwnicy niezbędne składniki do eliksirów, fiolki i kociołki. Mam racje Clarie? - zapytał mamę tata
- Tak masz rację. - powiedziała mama.
~Dwie godziny później~
Kupiliśmy już wszystko, oprucz różdżkiRodzice zasugerowali, że my pójdziemy po nie sami, a oni pójdą coś załatwić. Weszliśmy do sklepu gdzie pracował nijaki Zenon Teathlr. Weszliśmy do niewielkiego, ale bardzo przytulnego sklepu.
- Och, pan i panna Anderson. Przeczuwałem, że niedługo się spodkamy. - rzekł starszy człowiek stojący za ladą. Pan Teathlr wyglądał na dość ulrzejmego mężczyznę. Nie był zbyt wysoki jest wyższy od Willa o jakiś decymetr. Właściciel sklepu zniknął za półkami, a ja i William wychylaliśmy się by cokolwiek zobaczyć. Nagle usłyszeliśmy jak starzec zaczą szeptać coś takiego: "Może te? Nie, nie. Zaraz...a mo-może te się nadadą?". Nagle przed nami pomownie pojawił się mężczyzna i dał nam różdzki były niemal identyczne, jednak mój brat miał różdżkę w kolorze czarnym, zas moja była biała. Machneliśmy nimi, a z patyków wydobył się blado niebieski płomień w krztałcie wilka.
- Wiedziałem, że te będą idealne. - uradował się właściciel sklepu. Zapłaciliśmy, a przed sklepem czekali na nas rodzice i trzymali dwa koty!
- To dla was. Tylko nie zabij cie ich Williamie. - rzekł tata
- Dla ciebie córeczko ten biały, a dla Willa czarny. - dorzuciła mama - Nadajcie im imiona. Dla ciebie Nicol to dziwczynka, twój Willu chłopak.
- Nazwę ją...Eline. - powiedziałam
- A ja mojego Kiler. - nadał imię swojemu kotu William.
Narrator
Rodzeństwo Anderson wróciło do domu. Czternastolatki pochwalili się różdżkami rodzicom, spakowali się do szkoły i wyczekiwali następnego dnia.
---------------------------------------
- Tak masz rację. - powiedziała mama.
~Dwie godziny później~
Kupiliśmy już wszystko, oprucz różdżkiRodzice zasugerowali, że my pójdziemy po nie sami, a oni pójdą coś załatwić. Weszliśmy do sklepu gdzie pracował nijaki Zenon Teathlr. Weszliśmy do niewielkiego, ale bardzo przytulnego sklepu.
- Och, pan i panna Anderson. Przeczuwałem, że niedługo się spodkamy. - rzekł starszy człowiek stojący za ladą. Pan Teathlr wyglądał na dość ulrzejmego mężczyznę. Nie był zbyt wysoki jest wyższy od Willa o jakiś decymetr. Właściciel sklepu zniknął za półkami, a ja i William wychylaliśmy się by cokolwiek zobaczyć. Nagle usłyszeliśmy jak starzec zaczą szeptać coś takiego: "Może te? Nie, nie. Zaraz...a mo-może te się nadadą?". Nagle przed nami pomownie pojawił się mężczyzna i dał nam różdzki były niemal identyczne, jednak mój brat miał różdżkę w kolorze czarnym, zas moja była biała. Machneliśmy nimi, a z patyków wydobył się blado niebieski płomień w krztałcie wilka.
- Wiedziałem, że te będą idealne. - uradował się właściciel sklepu. Zapłaciliśmy, a przed sklepem czekali na nas rodzice i trzymali dwa koty!
- To dla was. Tylko nie zabij cie ich Williamie. - rzekł tata
- Dla ciebie córeczko ten biały, a dla Willa czarny. - dorzuciła mama - Nadajcie im imiona. Dla ciebie Nicol to dziwczynka, twój Willu chłopak.
- Nazwę ją...Eline. - powiedziałam
- A ja mojego Kiler. - nadał imię swojemu kotu William.
Narrator
Rodzeństwo Anderson wróciło do domu. Czternastolatki pochwalili się różdżkami rodzicom, spakowali się do szkoły i wyczekiwali następnego dnia.
---------------------------------------
- Uwaga, sorki za długą nieobecność i słabą fabułe, ale to szybko się zmiemi. Ogłaszam konkurs kto wymyśli jakim środkiem transportu dostają sie animadzy do swojej szkoły? Najlepszy pomysł zostanie wykorzystany w histori. Pozdrawiam.